Ciasto marchewkowe zawsze było moją specjalnością. Piekłam, polewałam grubą warstwą czekolady i uszczęśliwiałam każdego, kto był akurat w domu jeszcze ciepłym kawałkiem. Znikało zanim czekolada zdążyła zastygnąć. A od pewnego czasu… jakby ktoś klątwę rzucił. Same marchewkowe zakalce. Pierwszy wybaczyłam – wiadomo zdarza się. Drugi mnie zniechęcił, ale tylko na jakiś miesiąc. Trzeci zaniepokoił, a każdy kolejny już tylko coraz bardziej wkurzał. Obraziłam się na amen i wyparłam z pamięci istnienie tego cholernego ciasta. Nie to nie! Ale gdy zobaczyłam na blogu Kwesta smaku marchewkowe mufinki, pomyślałam: ostatni raz, wóz albo przewóz. I udało się. Odzyskałam nadzieję na ciasto z pomarańczowymi złamańcami w roli głównej.

Przepis oryginalny tutaj.

Mufinki marchewkowe

SKŁADNIKI SUCHE:

* 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej

* 3/4 szklanki cukru

* 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

* łyżeczki sody oczyszczonej

*łyżeczka cynamonu i przyprawy do piernika

SKŁADNIKI MOKRE:

* 3/4 szklanki oleju roślinnego

* 2 jajka

* 2 szklanki startej marchewki (u mnie 2 duże)

WYKONANIE:

Przygotować dwie miski: mniejszą i większą. W większej wymieszać ze sobą składniki suche, w mniejszej składniki mokre. Następnie zawartość mniejszej miski wlać do większej i wymieszać niestarannie dużą łyżką. Przełożyć do foremek i piec 25 minut w temperaturze 200 stopni.

Smacznego, życzy PaniMarchewa.

About these ads