Odkąd zaczęłam przyglądać się swoje diecie i tym jaki ma ona na mnie wpływ zauważyłam, że niezbyt dobrze reaguję na mleko. Później poczytałam trochę spiskowych i trochę poważnych teorii o szkodliwości mleka krowiego dla człowieka, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że może to mleko wcale nie jest takie zdrowe, jak się powszechnie uważa. I jak mówią w reklamach.

Zaczęłam więc kupować mleko sojowe albo ryżowe, ale zawarta w nich chemia skutecznie mnie odstraszała (dla przykładu mleko sojowe, które można kupić w Biedrze, oprócz wody i soi zawiera m.in.: gumę gellan, węglan wapnia, fosforan dipotasowy (??)

Powoli więc odzwyczajam się od mleka w ogóle każdego. Z powodzeniem zastępuję je np. kwaśną śmietaną gdy piekę mufinki czy smażę naleśniki. Nauczyłam się też pić czarną kawę, posłodzoną tylko miodem. A zamiast lodów i bawarki mam sorbet i różne rodzaje herbat.

Ale skusiłam się. Postanowiłam wypróbować przepis na domowe mleko sojowe. Bo nigdy nie dość kuchennych eksperymentów. Niby pół litrowa butelka mleka chłodzi się w lodówce, niby obok kubek ciepłego i zdrowego kakao, ale coś mi tu nie gra.

Przygotowanie mleka zajęło mi dużo czasu, gaza przez którą przecedzałam soję zmiksowaną z wodą była wyjątkowo upierdliwa, a moja kuchnia to sojowe pobojowisko. Mleko wyszło wodniste i prawie bez smaku, a ja klnę bo właściwie to nie lubię aż tak bardzo soi, żeby usmarować nią całą kuchnię. A na dobitkę mleko dodałam do ciasta piekąc mufinki. I wyszły małe piękne gruszkowe zakalce (być może to nie przez mleko a przez inne dość awangardowe składniki jakich użyłam;) Eksperymentów się zachciało! Może jednak przepis zły? Teraz mało mnie to obchodzi, bo zła to jestem ja.

Przeglądając później różne vege-blogi w poszukiwaniu innych przepisów lub porażek, natknęłam się na ciekawy wpis dotyczący przygotowywania mleka roślinnego, np. na bazie migdałów czy kokosa. Tutaj link. Za jakiś czas pewnie je wypróbuję. Gdy uporam się z sojową traumą.

Przepisu nie będzie. W związku z wyżej wymienionymi skargami i zażaleniami. Będą tylko zdjęcia sprzed rozpoczęcia produkcji, gdy byłam jeszcze pełna optymizmu i zapału.

Pani Kanka co nie lubi mleka.

Reklamy