Wklejam zdjęcia moich kiełków, bo nie mogę się oprzeć, żeby ich nie pokazać i o nich nie napisać. Bo suche, niby martwe ziarno, a podlane wodą pęcznieje, pęka i zaczyna rosnąć. To takie piękne, samo życie! Wybaczcie egzaltacje, ale  mamy dziś Dzień Ziemi, więc można się naturą pozachwycać:)

W tym roku po raz pierwszy zabrałam się za hodowlę kiełków. Na dworze wszystko kwitnie, a ja mam coraz większą ochotę chrupać młode, surowe warzywa. Zanim pojawią się one na rynku, proponuję kiełki. Maja w sobie mnóstwo witamin, mikroelementów i cennych łatwo przyswajalnych składników odżywczych. Idealnie nadają się na ten właśnie okres w roku, by wzmocnić się po zimie i przeżyć ciężkie początki wiosny;) Słońce mocno już przygrzewa, ale nie samym słońcem człowiek żyje. Czekam na wybuch zielonej bomby. Z kiełkami czekam cierpliwie.

Do hodowli wystarczą na początek 2 słoiki – większy i mniejszy, kawałek gazy, gumka recepturka, no i oczywiście nasiona.Na początek może być soczewica – z moich badan wynika, że zawsze się udaje.

Więcej informacji na temat zalet kiełków, szczegółowy opis różnych sposobów hodowli, rodzajów nasion itd. można znaleźć np. tutaj.

A ja wyciągam wiaderko kiełków do każdego posiłku. Biorę garść, rozkładam sobie na dłoni i podziwiam.  Czasem oglądam każdy jeden po kolei i się zachwycam i wzdycham i chrupie pojedynczo. I garściami też. Posypuje kanapki, sałatki, kasze, sosy, sypię prosto do buzi:)

Na zdrowie!

Reklamy