Kryzysowo-awaryjna pasta ze słonecznika. Robię ją zawsze, gdy potrzebuję na szybko czegoś na kanapki. Gdy wpadam do domu głodna, ale nie na tyle zdesperowana, by jeść chleb z żółtym serem. Słonecznik zawsze mam w szafce, natkę w kubku z wodą, albo posiekaną i zamrożoną. Wystarczy dodać trochę koncentratu pomidorowego, oleju i ulubionych przypraw. Zero filozofii.

Składniki:

Ja zawsze sypie na oko, więc jak będzie czegoś więcej lub mniej, to biedy nie będzie;) Ważne żeby nam smakowało.

* 3/4 szklanki ziaren słonecznika,

* 2-3 łyżki oleju sezamowego bądź innego ulubionego,

* 1/2 pęczka natki,

* 2-3 łyżki koncentratu pomidorowego,

* szczypta dobrej soli, dużo świeżo mielonego pieprzu,

* można dodać ulubione przyprawy, zioła, ja często dodaję czarnuszkę, gdy mam na stanie.

Wykonanie:

Ziarna słonecznika uprażyć na suchej patelni kilka minut. Tak alby leciutko się przyrumieniły i pięknie pachniały. Natkę umyć i z grubsza pokroić. Wszystkie składniki wrzucić do blendera z nożykiem i zmielić na w miarę gładką pastę, tak by się dało posmarować kanapki.

Ja nigdy nie dążę do perfekcji w mieleniu, bo zajmuje to trochę a zazwyczaj jestem głodna. Więc ukręcę trochę i myślę, a zjem taką grubo-mieloną, a potem dokręcę na gładko. No i dokręcanie zarzucam.

Jeszcze ciepła, na jeszcze ciepłym domowym chlebie na zakwasie smakuje genialnie!

Ps. Czy wy też cieszycie się wiosennymi warzywami? Botwinka, szczypior, kalarepka, szparagi, młoda kapusta, rabarbar … mmm:)

Reklamy