Ostatnio spędzam długie wieczory na studiowaniu anatomii ogólnej. A potem konkretnego przypadku. Studia zabierają mi czas, ale też lenistwo. Wybijają z głowy zbyt błahe wątpliwości. Wieczorami po pracy rozkładam się z książkami a Melex rozkłada się na nich i robimy notatki poziewując.

Już w pierwszym dniu zajęć dowiedziałam się, że wegetarianizm to głupota, ale nie zdziwiło mnie to wcale, ani nie zraziło.  Pan od biochemii w końcu nie musi być specjalistą od zdrowego żywienia i stylu życia. Mimo, że jest bardzo sympatyczny i puszcza do wszystkich oczka, to paluchy i zęby ma żółte od jarania papierochów.

A więc ogłaszam: Już czas na wegetariańskie katedry na medycznych uniwersytetach w Polsce!:)

Późna jesień: wielka miłość, budynek z trupami w piwnicy i nauka wyprzedzania.

Dodaje niekonkretny przepis na niespodziewanie pyszną pastę kanapkową z banalnego składnika:

Pasta z cebuli

* 5-6 cebul * olej lub masło * płatki owsiane * sól, pieprz, inne przyprawy, natka pietruszki

* można dodać też: pestki słonecznika, siemię lniane, koncentrat pomidorowy

Cebule obrać i pokroić w kostkę, usmażyć na dość dużej ilości oleju lub masła. Gdy cebula się zeszkli a miejscami nawet przyrumieni przełożyć do miski, dodać sól, pieprz, płatki owsiane dla zagęszczenia i zmiksować na gładką pastę.

Przepyszna z ogórkami kiszonymi lub konserwami.

Panikanka.

Reklamy