Sojacze, tektura, pumeksy…ktoś zna jeszcze jakieś śmieszne określenie na gotowe kotlety sojowe?

Bardzo rzadko je jadam, bo same w sobie nie są zbyt smaczne, ani wartościowe pod względem odżywczym. Na moje trzeba się sporo namęczyć, aby były zjadliwe;)

Tym razem postanowiłam dogodzić pewnemu mięsożercy (który kiedyś obiecywał być wege) i przygotowałam kotlety sojowe ala kebab. Można podać je z ziemniakami lub frytkami i surówką, albo w bułce z warzywami i sosem czosnkowym.

Sojowy substytut mięsa. Myślę,  że dla wegetarian z długim stażem zupełnie niepotrzebny.

Kotlety sojowe ala kebab

Składniki:

* kotlety sojowe

* cebula

* kilka ząbków czosnku

* sos sojowy lub miso

* liść laurowy, ziele angielskie, majeranek

* przyprawa do kebaba

Zagotowujemy wodę z sosem sojowym lub miso, liściem, zielem, majerankiem, po krótkim gotowaniu zalewamy nią kotlety sojowe i odstawiamy na 5-10 minut. Wyławiamy kotlety, odsączamy z wody i kroimy na mniejsze kawałki. Do miski wlewamy trochę oleju, wsypujemy przyprawę do kebaba (da się dostać taką bez glutaminianu i innych wzmacniaczy), drobno posiekany czosnek, krążki cebuli, ewentualnie inne przyprawy do smaku. Mieszamy dokładnie taką marynatę z kawałkami pumeksów. Można teraz odstawić je na 1-2 godzin, aby przeszły przyprawamu, albo od razy smażyć na patelni kilka minut do zrumienienia.

Vege fast-food gotowy;)

Smacznego!

Advertisements